Andrzej Grajewski: Przez dziwne decyzje Bońka po Euro 2020 mamy w reprezentacji Polski wybór między dżumą i cholerą [ROZMOWA]

Adam Godlewski
Adam Godlewski
Zbigniew Boniek zatrudniał Paulo Sousę na wariackich papierach. Zatem trudno się dziwić, że Biało-Czerwoni zawiedli na Euro2020...
Zbigniew Boniek zatrudniał Paulo Sousę na wariackich papierach. Zatem trudno się dziwić, że Biało-Czerwoni zawiedli na Euro2020... Fot. grzegorz dembinski/polska press
Andrzej Grajewski, który jako właściciel wprowadził Widzew Łódź do Ligi Mistrzów, grzmi po Euro2020. Twierdzi, że niezależnie od decyzji nowego prezesa PZPN w sprawie selekcjonera Paulo Sousy, będzie to tragiczny wybór dla reprezentacji Polski.

Jak odbiera pan Euro2020?
Na boiskach dużo się dzieje, było wiele niespodzianek, więc telewidzom na pewno może się podobać. Gorzej z ludźmi, którzy kupili bilety na stadiony. Te finały organizowane są w wielu krajach, niemal wszędzie, więc nigdzie nie czuć atmosfery turnieju. Dla mnie emocje skończyły się kiedy Polska przegrała ze Szwecją. Później zacząłem oglądać dobry futbol.

Jaka powinna być przyszłość Paulo Sousy?
Obojętnie co zrobimy z selekcjonerem, będzie to tragiczne dla polskiej piłki. Wyrzucenie Sousy spowodowałoby konieczność wypłacenia Portugalczykowi i jego sześciu rycerzom 150 tysięcy euro za każdy miesiąc pozostający do końca kontraktu. Finanse PZPN mocno ucierpiałyby na takim rozwiązaniu, te blisko 700 tysięcy złotych miesięcznie lepiej wydać na pożyteczny cel. Na przykład szkolenie młodzieży i trenerów. Tyle tylko, że gdy Sousa zostanie, Zbigniew Boniek przed każdym powołaniem będzie mógł zadzwonić i powiedzieć: „Paulo, weź mi tego i tego zawodnika. Bo on potrzebuje w CV odpowiednią liczbę meczów przy literce A, a ja potrzebuję go opylić i żeby dobrze za niego zapłacili.” I to jest niedopuszczalne. To skandal i katastrofa! Tak być nie może. Jeśli Zbysiu chce prowadzić swoje biznesy jako pośrednik piłkarski, niech to robi, życzę powodzenia. Tylko niech działa w sposób czysty i klarowny, a nie kosztem polskiej piłki. O powołaniach powinny decydować umiejętności, a nie marketing potrzebny temu, czy innemu zawodnikowi. Reprezentacja Polski nie może być prywatnym folwarkiem.

Sądzi pan, że tak to mogło działać już w przeszłości?

Weźmy przykład pierwszy z brzegu – Kacper Kozłowski. Chłopiec, który po wejściu na boisko w meczu mistrzostw Europy prowadził piłkę 30 metrów, a potem się na niej przewrócił. Może to i zdolny chłopak, ale nieprzypadkowo rozegrał dotąd osiem meczów na krzyż w polskiej ekstraklasie; Kosta Runjaić to rzetelny fachowiec, prawidłowo ocenił potencjał tego juniora i umiejętnie, nie za szybko, wprowadza do Pogoni. Na reprezentację było jeszcze dużo, dużo za wcześnie. A Przemysław Płacheta? W meczu ze Szwedami grał niczym kopacz z okręgówki. Przy trzeciej straconej bramce nie miał pojęcia, czego się od niego wymaga. Nie pobiegł nawet – tylko spokojnie tuptał - za rywalem, który bez problemu wysłał nas do domu. Dlatego pytam: kto powołał tego zawodnika, i czym się kierował? Bo na pewno nie umiejętnościami.

Angaż Sousy na wariackich papierach był pierwszym dziwnych ruchem Bońka?
Już zatrudnienie Jurka Brzęczka po mundialu w Rosji, w przeszłości fajnego piłkarza, który mógł zostać dobrym trenerem, było niczym próba pobicia przeze mnie, człowieka zbliżającego się do 70-tki, rekordu świata w szybkości wejścia na Kilimandżaro. Była to głupota prezesa PZPN, nawet jeśli później reprezentacja Polski wywalczyła awans do finałów mistrzostw Europy. Na trzeźwo nie dało się tego oglądać i Brzęczek zasługiwał na dymisję, ale nikt rozsądny nie wręczyłby jej w styczniu. Dlatego stawiam tezę, że Boniek zrobił to z pełną premedytacją. I wybrał obcokrajowca dlatego, że nie będzie on miał czasu, żeby wejść w tę drużynę i poznać nazwiska poszczególnych zawodników. Zatem rolę głównego podpowiadacza i podrzucającego wybory personalne zarezerwował dla siebie. Przecież to absolutny skandal, że w sztabie nie znalazło się miejsca dla choćby jednego polskiego trenera! Z jakiego powodu chwalimy się szkołą w Białej Podlaskiej, skoro nie umiemy przygotować nawet jednego kandydata na asystenta selekcjonera? Może trzeba zamknąć tę Szkołę Trenerów...

Trafnie przewidział pan wszystkie wyniki starć Biało-Czerwonych. Miał pan jakieś przecieki z kadry?
Nie, moje wnioski brały się wyłącznie z obserwacji. Kiedy zobaczyłem Karola Linettego w wyjściowym składzie na Słowację, choć nie mieścił się w niej w sparingach, sięgnąłem po telefon i dzwoniąc do bukmachera chciałem postawić na Słowaków. Miałem już pewność, że zwyciężą. Usłyszałem jednak, że już nie przyjmują zakładów na wygraną Słowacji... Zacząłem się zastanawiać, czy i Linetty ma jakieś kontakty ze słynnym już w Polsce włoskim menedżerem Gabriele Giuffridą, którego swego czasu zachwalał w mediach społecznościowych Boniek. Wiem, Karolowi piłka odbiła się od kostki i strzelił honorowego gola. Nie miał jednak prawa pojawić się w jedenastce, i nieprzypadkowo później Sousa dał mu już tylko 5 minut. Nie wiem komu to było potrzebne, ale na pewno nie reprezentacji Polski.

Jaką widziałby pan zatem receptę na przyszłość?
Nie ma dobrej, wybieramy między dżumą a cholerą. Pseudodziennikarze skupieni wokół szefa Komisji Mediów PZPN, Basałaja, nigdy nie napiszą o koledze Bońku, ani o PZPN krytycznych słów. Najwyraźniej z tego żyją. To następna katastrofa, bo powszechny odbiór polskiej piłki, z reprezentacją na czele, jest przez to wypaczony. Teraz przekonują na przykład na lewo i prawo, że Sousa to dobry trener. A ja wciąż nie wiem jaki on ma warsztat, na przykład w końcówce meczu ze Słowacją był bezradny. Tylko się miotał i wprowadzał chaos. Tymczasem Polska potrzebuje skutecznego selekcjonera; takiego, który będzie wygrywał kolejne mecze, a nie tylko ładnie mówił. W tej chwili w kraju nie widzę odpowiedniego kandydata, i także z tego powodu Portugalczyk powinien chyba zostać. Pod warunkiem, że dobierze do sztabu przynajmniej trzech polskich trenerów. Dotąd to nie był selekcjoner, do połowy czerwca nie miał pojęcia o prowadzeniu reprezentacji. A i Polaków, mieszkając za granicą także w ogóle nie poznał. Czy teraz nauczy się naszej mentalności? Oby, choć za tę jego naukę na każdym praktycznie polu PZPN musi płacić prawie siedemset tysięcy miesięcznie. To jakaś paranoja. Polskiej piłki na to nie stać, Boniek zafundował nam tę portugalską niewiadomą, więc powinien znaleźć także jej finansowanie.

Dlaczego Niemcy ponownie rozczarowali?
Już w 2018 roku pojawiły się w Niemczech głosy, żeby Joachim Loew przestał męczyć siebie i zespół. Selekcjoner wmówił ludziom z DFB, że jest w stanie jeszcze raz poukładać wszystkie klocki. Złożył jednak drużynę, która odbiega od europejskiej czołówki. Przez pięć lat nie przygotował środkowego napastnika na wymaganym poziomie, a taki Toni Kroos gra to samo od ośmiu. Na mundialu w Brazylii sprawdzało się znakomicie, ale już się przeterminowało. W meczu z Anglią powinien być zdjęty po 15 minutach, bo już nie nadążał. Poza tym Loew nie zabrał na Euro2020 wszystkich najlepszych piłkarzy. Choćby Jerome’a Boatenga, który w pełni zdrowy jest więcej wart niż cała defensywa Loewa z mistrzostw Europy. Obrona była najsłabszym ogniwem mimo dowołania Matsa Hummelsa, dzięki któremu udało się odnieść jedyną wygraną w turnieju. Antonio Ruediger to bodaj jedyny Niemiec, który nie umie grać w piłkę. Wszyscy przeciwnicy starali się wykorzystywać jego słabość, a Anglicy wysłali Niemców kajakami przez Kanał La Manche do domu.

Luis Enrique jest znacznie skuteczniejszy od Loewa.
To jednak nie oznacza, że lepiej przeprowadził selekcję. Po meczu tego zespołu ze Szwecją powiedziałem, że to historycznie najsłabsza Hiszpania. I zdania nie zmienię. Brakuje mi tam Carvajala, Asensio, Isco, Martineza, czy Ramosa. Są za to zawodnicy mocno anonimowi i raczej przeciętni, no i Alvaro Morata, który zapracował na miano największego nieudacznika mistrzostw. Nie zdziwiłem się więc, że męczyli się ze Szwajcarami w ćwierćfinale. Znów nie zobaczyłem błysku, nawet charakterystycznej dla tej nacji techniki, brakowało koncentracji i jakości w obronie. Nie grają wcale lepszej piłki niż Francuzi, którzy z turnieju odpadli na własne życzenie. Zadecydowała buta i arogancja. Didier Deschamps teoretycznie nie miał w ekipie słabego punktu i fenomenalny atak, tyle że nie przywiózł zespołu na turniej. Miał do dyspozycji zlepek wybitnych indywidualności, nie drużynę.

Największą rewelacją Euro’20 okazali się Duńczycy.
Bez wątpienia. Pamiętam, jak wielki Alan Simonsen złamał nogę w pierwszym meczu Euro’84 i cała kadra grała później dla niego. Dało to półfinał turnieju. Teraz to pospolite ruszenie z małego kraju zdobyło się na heroizm dla Christiana Eriksena. Są świetnie przygotowani mentalnie i motorycznie, imponują organizacją gry. Autentycznie odpalili Duński Dynamit. Mają młodego, rok młodszego od naszego Brzęczka, ale zupełnie inaczej myślącego trenera. Luzaka, w nieodłącznym sweterku i w dżinsach, który przy tym image’u może wydawać się niepozorny. Młodzieńczą werwą i rozmachem w grze Kasper Hjulmand pokazał jednak, że można. I podbił serca Europejczyków.

ROZMAWIAŁ Adam GODLEWSKI

Materiał oryginalny: Andrzej Grajewski: Przez dziwne decyzje Bońka po Euro 2020 mamy w reprezentacji Polski wybór między dżumą i cholerą [ROZMOWA] - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie